Znajdź sklep w Twojej okolicy
    Ustal moją lokalizację
    LUB
    Wybierz
  • Twoje konto
  • Zarejestruj się
  • Zaloguj się

Wynajmowane po swojemu

Po kilku latach życia w domu pod Warszawą czteroosobowa rodzina zdecydowała się na powrót do miasta. Wybrali mieszkanie na Saskiej Kępie. Dzięki kilku niezawodnym patentom z miejsca poczuli się w nim jak u siebie.

KTO TU MIESZKA?
■ Dorota i Marcin z synami Staśkiem oraz Frankiem.
■ Gospodyni jest charakteryzatorką. Gospodarz, z zawodu informatyk, już wkrótce zadebiutuje jako restaurator.

Podobno każdy mężczyzna powinien spłodzić dziecko, posadzić drzewo i postawić dom. Jeśli tak – Marcin sprostał temu zadaniu. Co prawda razem z żoną Dorotą dom kupili, a nie wybudowali, ale za to mają dwóch synów. Choć większość młodych małżeństw szuka jakiejś przystani za miastem, oni zdecydowali się na kierunek odwrotny. „Mieszkanie z dala od centrum ma swoje uroki. Ale dojazd jest morderczy. Dlatego rok temu wróciliśmy na warszawską Saską Kępę, skąd oboje pochodzimy” – opowiadają. Szukali mieszkania wysokiego, jasnego, w przedwojennej kamienicy, z parkietem i duszą. No i... przede wszystkim bez mebli. Znaleźli dokładnie takie. „Na ogłoszenie w gazecie trafiłem przypadkowo. Wiedziałem, że to jest TO, jeszcze zanim zadzwoniłem do agencji nieruchomości. Żałowaliśmy tylko, że nie zachował się piec kaflowy” – wspomina gospodarz.

PRZEDMIOTY Z DUSZĄ
„Zadomawianie” mieszkania zajęło im jeden dzień. Ponieważ jego powierzchnia jest trzy razy mniejsza od ich domu w Helenówce, wzięli tylko najukochańsze meble (w tym dwa kredensy). I mnóstwo bibelotów, żyrandole, a także stare zdjęcia, obrazy i dużo luster. Zbierali je właściwie, odkąd są razem. „Rozstawiliśmy je wszędzie, gdzie się dało, dzięki temu z miejsca poczuliśmy się jak u siebie” – uśmiecha się Dorota.
Oboje – ona charakteryzatorka, on były informatyk, otwierający właśnie bistro na Saskiej Kępie – uwielbiają stare meble. Na targach staroci spędzili chyba pół życia, a na pewno wszystkie weekendy, podobnie jak w antykwariatach, gdzie polują między innymi na stare plakaty reklamowe. „W sklepach można znaleźć mnóstwo gotowych zestawów mebli, ale nas one nigdy nie interesowały. Wolimy szukać czegoś wyjątkowego u rodziny, na pchlich targach czy w internecie. Często też o stare, niepotrzebne sprzęty pytamy naszych znajomych. Właściwie każda zapomniana piwnica kryje jakieś skarby” – opowiadają z przekonaniem.
Tym pozornie bezwartościowym przedmiotom dają drugie życie. I tak na przykład ręcznie kuta żeliwna krata, która została po pożarze 200-letniego domu, dziś wmontowana w drzwi do garderoby, nadal cieszy oko rzemieślniczym kunsztem.
Dekoracyjność wiekowych sprzętów zawsze ich uwodziła. Dlatego zamiast prostego blatu, który oddziela otwartą kuchnię od salonu, w ich mieszkaniu stoi rozłożysty dół od kredensu. „Znalazłem go przez Allegro na Śląsku – wspomina gospodarz. – Miałem mebel odebrać osobiście kilka razy, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. W końcu sprzedawca zraził się i powiedział, że już go nie sprzeda. Na dodatek groziło mi, że żona przez rok nie będzie się do mnie odzywać, więc zorganizowałem się w jeden dzień. Tyle, że bufet okazał się tak ciężki, że dało mu radę dopiero czterech mężczyzn. Na szczęście mieszkamy na parterze” – uśmiecha się właściciel.

JAŚNIEJ PROSZĘ!
Mieszkanie na początku było bardzo ciemne, bo większość mebli miała ciemnobrązowy kolor. Pewnego dnia Dorota uznała, że, choć pięknie, to jednak jest tu zbyt smutno. Po szybkim telefonie do znajomego artysty: „przyjeżdżaj i proszę pomóż zmienić dom na jaśniejszy”, dużych zakupach (m.in. nowych żyrandoli i welurowych wzorzystych tapet) oraz kilku tygodniach pracy wnętrze zostało całkiem odmienione. Klimat XIX-wiecznego dworku zmienił się w dyskretny urok starych domów na śródziemnomorskiej prowincji. Większość mebli pomalowali na jasno. „Nadal jest przytulnie, ale bardziej stylowo” – przekonują. Po cichu liczą, że kiedyś to mieszkanie kupią. Nigdy nie myślą o nim jako o czymś obcym, bo wynajmowanym. I nie mówią „mieszkanie”, tylko zawsze „dom”.

ATUTY TEGO WNĘTRZA
■ Duża ilość luster. Wąskie pokoje je uwielbiają. Zwłaszcza dwie tafle zawieszone niemal naprzeciwko siebie optycznie powiększą wnętrze.
■ Wystrój utrzymany w ośmiu odcieniach bieli, kremu i szarości. Takie kolory mają ściany, drewniane meble i tkaniny. Pastelowa paleta barw, nie nuży, a wnętrza wydają się bardziej przestronne.
■ Dekoracyjne detale też mają spójną kolorystykę. Dzięki temu dobrze wpisują się w jasną tonację mieszkania i nie przytłaczają go.

tekst Milena Rachid Chehab/Przekrój stylizacja Dorota Karpińska zdjęcia Rafał Lipski

zobacz produkty
Wczytywanie...
Wczytywanie...
Wczytywanie...