Znajdź sklep w Twojej okolicy
    Ustal moją lokalizację
    LUB
    Wybierz
  • Twoje konto
  • Zarejestruj się
  • Zaloguj się

Szczęście od progu

Szczęście od progu

Monika i Jacek na dobre zapomnieli o stresie i pośpiechu związanymi z życiem w wielkim mieście. Zamienili je na ciszę, towarzystwo przyjaznych ludzi oraz piękno nadbużańskich krajobrazów.

Stworzyli w domu oazę spokoju. Azyl, którego najchętniej w ogóle
by nie opuszczali.

tekst Matylda Gruman stylizacja Anna Orłowska zdjęcia Mateusz Lipiński

KTO TU MIESZKA?

■ Monika Zakrzewska-Blauth. Jest dziennikarką freelancerką, prowadzi również studio polinezyjskiego masażu ma-uri. ■ Tosia, pięcioletnia córka Moniki.
■ Jacek – jej mąż, nauczyciel jogi kundalini. Zajmuje się także ceramiką (ostatnio zbudował w ogrodzie piec,
w którym będzie wypalał swoje dzieła).

Na początku była działka. Monika zupełnie przypadkowo trafiła na ogłoszenie o sprzedaży ziemi. „Mała wieś w Dolinie Dolnego Bugu,
45 km od Pałacu Kultury i Nauki, 3,5 tys. m2, w tym zarybiony staw”
– wspomina. Wybrała się na miejsce i już nie miała wątpliwości, gdzie powstanie jej nowy dom. Działka ją zachwyciła – między lasem a łąką, piętnaście minut spacerkiem nad Bug, z dala od ruchu samochodowego. Idealna przestrzeń na postawienie rozłożystej parterowej willi. Problem tylko
w tym, że nie zamierzała budować nic nowoczesnego. Marzył jej się stary
dom z drewna. Na przykład taki, który można by przenieść w nowe miejsce, zachowując jego urodę i duszę.

Potem transport domu. Rozesłała wici i dowiedziała się, że na Kurpiach jest do sprzedania drewniany... urząd gminy. Został wystawiony na przetarg, ale nie cieszył się zainteresowaniem. „Kupiłam go więc po okazyjnej cenie czterech tysięcy złotych”– wyznaje właścicielka. Przedtem jednak zbadała historię budynku. Okazało się, że mógł liczyć nawet sto lat i że kiedyś mieściła się w nim plebania. Poprosiła miejscowego cieślę o sprawdzenie, czy dom nadaje się do przeniesienia i, ku wielkiej radości, usłyszała: „Tak!”. Od razu wzięła się do pracy, zebrała ekipę, która w kilka tygodni zdemontowała konstrukcję i przetransportowała ciężarówkami nad Bug. Dom był zbudowany bez gwoździ, więc wszystko, jak klocki lego, robotnicy musieli skrupulatnie rozłożyć i opisać. „Niestety, zanim zaczęliśmy budowę, nasz 80-letni cieśla zmarł” – mówi Monika. „Był niepiśmienny i każdy element konstrukcji oznaczył sobie tylko znanymi znakami. Co teraz? Ogarnęła mnie czarna rozpacz” – dodaje. Na szczęście udało się jej znaleźć pana Witka, który podjął się arcytrudnego zadania deszyfryzacji. Przez kilka miesięcy ekipa szukała pasujących do siebie części. Każdą ścianę składała „na sucho” na trawie, a następnie przenosiła na fundamenty. Niemal cały szkielet domu pozostał bez zmian. Za namową cieśli zmieniono jedynie belki podwalinowe oraz kilka belek stropowych. Podwyższono też nieco piętro. Od zewnątrz ściany zostały obite sosnowym szalunkiem pomalowanym dziegciem, a od wewnątrz płytami z gips-kartonu. Nic, tylko się wprowadzać! Radość podwójna, gdyż w życiu Moniki pojawił się przyszły mąż – Jacek.

Akcja aranżacja. Małżeństwo mówi zgodnym głosem: „Przez myśl nam nie przeszło, by zatrudnić kogoś do urządzenia domu”. Nudzą ich wnętrza w hotelowym stylu (cóż z tego, że eleganckie, skoro bezosobowe?).
Od początku wiedzieli, że pójdą w stronę ludowych klimatów (za wszelką cenę unikając „efektu cepelii”). Pustych pokoi nie musieli się obawiać, bo czekały na nich piękne stare sprzęty – latami zbierane przez Monikę, oddane rodzicom na przechowanie. Kolejne dostawali lub kupowali od sąsiadów, wyszukiwali na targach, sami odnawiali. W aranżacji chcieli podkreślić związek z naturą i z przeszłością, wpleść elementy skandynawskie, trochę chińskich (oboje interesują się kulturą Dalekiego Wschodu). Przede wszystkim zależało im na stworzeniu ciepła domowego ogniska. „Dlatego nie mamy telewizora” – mówią gospodarze. W zimie większość czasu spędzają przy kominku, w blasku świec i lampionów. Delektują się ciszą. Latem przenoszą się na taras i do ogrodu. „Na wsi w zależności od miesiąca wszystko wygląda inaczej. Widok za oknem, zapach, plan dnia, sposób odżywiania. Nawet godziny, o których kładziemy się spać, są inne. Nasze życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni” – wyznają. Do Warszawy jeżdżą tylko służbowo, za to często przyjmują gości, którzy wpadają do nich, by odpocząć lub... popracować. Ostatnio jeden ze znajomych pisał w ich domu książkę. Taka tu panuje atmosfera – twórcza, sprzyjająca wyciszeniu.

„Chyba nikt dokładnie nie wie, jaki metraż ma nasz dom” – śmieje się właścicielka. „Czasem, szczególnie podczas sprzątania, mam wrażenie, że jest żywym organizmem  i zwiększa powierzchnię” – dodaje. Pokoje na parterze mierzą 2,9 m wysokości, na piętrze 2,6 m. Trzeba jeszcze doliczyć ocieplony pełnowymiarowy strych.

Z KUCHNI wychodzi się wprost do ogrodu pełnego starych drzew: iglaków, grusz, śliw i jabłoni. Gospodyni uprawia w nim też kwiaty oraz zioła (w tym pokrzywę, którą z lubością dodaje do posiłków). Wnętrze jest pochwałą wiejskiego, sielskiego życia. Sosnowy stół to współczesny mebel pomalowany przez Monikę
na biało. Krzesła pochodzą z likwidowanej działki rodziców Jacka. Pani domu je odnowiła, siedziska obiła kolorową tkaniną. Ładnie się odcinają od ciemnej podłogi z egzotycznego drewna merbau.

Z kredensem w SALONIE
wiąże się pewna historia. „Stał wcześniej u moich rodziców, przejęłam go, gdy zmieniali wystrój kuchni” – wspomina Monika. „Tata jest lekarzem na wsi. Kiedyś jedna z jego pacjentek chciała mu podarować świeże jajka. Poszli razem do stodoły, gdzie kury składały je w tymże kredensie w wysuniętych szufladach!Tata, oprócz jajek, kupił oczywiście i mebel” – śmieje się. Szafkę przypominającą zegar oraz krzesła właściciele wypatrzyli na targu staroci. Żyrandol na świece (nad stołem) dostali od znajomej, u której się nie sprawdził. Tutaj za to bardzo się przydaje, zwłaszcza podczas częstych przerw w dostawie prądu.

W słonecznych wnętrzach bardzo dobrze wyglądają ściany w mocnym kolorze. Ożywiają, dają przytulny nastrój, ładnie eksponują czarno-białe grafiki,ale nie przytłaczają. Monika i Jacek pomalowali je (dwukrotnie) matową emulsją w odcieniu fuksji.
Szafka w SYPIALNI, kupiona na Allegro, okazała się nie być zwykłą bieliźniarką, jak sądzili gospodarze. Po dziwnym metalowym kółku z dziurkami w drzwiach doszli, że to chlebownik, czyli śląska szafka do przechowywania pieczywa. Narzutę znaleźli w second-handzie. Jedynymi dodatkami są obrazki na ścianie – pamiątka
po spacerze Długim Targiem w Gdańsku. „Siedział tam chłopak i kaligrafował imiona po japońsku. To nasze imiona” – wyjaśnia Monika.

Dębowe schody w HOLU, przez lata ciemne i lakierowane, Jacek pokrył białą farbą olejną. „Stołek musiał zostawić ktoś z ekipy” – opowiada Monika. – Okleiłam go papierowymi serwetkami i pomalowałam lakierem. Teraz, gdy Tosia pomaga mi w kuchni, służy jej jako podnóżek”. Ozdoby na ścianach pani domu wykonała sama, posługując się szablonem. Szklaną rybę (lata 70.) wybłagała wręcz u mamy koleżanki.


1. W KUCHNI dumnie się prezentuje wisząca szafka na szklanki. Monika otrzymała ją
od sąsiada (przez lata mebel stał w oborze). Okleiła serwetkami, pomalowała ramę na srebrno.
2. Szafę do GARDEROBY przy sypialni właściciele kupili w przydrożnym składzie starych mebli. Ponieważ nie miała szyby, powiesili w jej miejsce koronkowy obrus. I tak już zostało.
3. Stelaż do WANNY zaprojektowała siostra Jacka, absolwentka ASP. „Podarowała nam też artystycznie przecierane krzesło” – dodają.
4. Z ŁAZIENKI na piętrze korzysta głównie Tosia. Stąd lustra na dwóch wysokościach i figurki zwierząt przy umywalce. Boazeria nawiązuje do stylu skandynawskiego,
jednego z ulubionych pani domu.

ATUTY TEGO DOMU

■ Jasne, przestronne wnętrza. Efekt potęgują pomalowane na biało schody oraz drewniane deski sufitowe.
■ Kolekcja starych, oryginalnych, odnowionych samodzielnie mebli. ■ Otwarcie wnętrz na taras i ogród.

ULUBIONE ADRESY

■ „Dzieciarnia”  w Radzyminie  – bardzo przyjazna sala zabaw.
■ Nadbużańskie łąki – idealne do cross golfa i pusz-czania latawców.

Komentarze (1):
Aneta 2016.01.20, 11:07

Super! Genialnie urządzone mieszkanie. Tylko piaszczystej plaży brakuje za oknem :)

Czy opinia jest przydatna?
( 0 / 0 ) Opinia przydatna dla użytkowników
zobacz produkty
Wczytywanie...
Wczytywanie...
Wczytywanie...