Znajdź sklep w Twojej okolicy
    Ustal moją lokalizację
    LUB
    Wybierz
  • Twoje konto
  • Zarejestruj się
  • Zaloguj się

Pokojowe związki

Pokojowe związki

Monika, projektantka wnętrz, w swoim poznańskim domu odważnie miesza styl vintage z wzornictwem skandynawskim i nowoczesnym dizajnem. Znakomicie jej się to udaje, pewnie dlatego, że kocha meble.

Dom ma parter (plan obok) i piętro. Dół to część dzienna plus pomieszczenia gospodarcze. Na górze mieszczą się sypialnie, łazienka oraz pokój do pracy.

KTO TU MIESZKA?
■ Monika – jest nie tylko projektantką i kolekcjonerką mebli, ale też właścicielką concept store’u „Grand Fotel” w Warszawie
■ Łukasz, jej partner
■ Trzy sympatyczne koty: Bozia, Natasza i Archibald
■ W weekendy – trójka dorosłych już dzieci.

Historia jak z książki. Dom Moniki tonie w zieleni. Murowany, z szeregiem drewnianych wykuszy. Niezwykły. Zaprojektował go pod koniec epoki gierkowskiej poznański architekt Władysław Filipiak. Ten dom czekał na Monikę. Pięć lat temu został wystawiony na sprzedaż. Ogłoszenie pojawiło się na stronie internetowej, ale z powodu sporej powierzchni długo nie znajdował nabywców, więc w końcu ofertę wycofano. Kontakt do właścicieli zniknął, pozostało jedynie zdjęcie domu oraz nazwa dzielnicy. Właśnie wtedy Monika trafiła na ogłoszenie. „Byłam zauroczona – wspomina. – Postanowiłam spełnić marzenia, przysięgłam sobie, że tu zamieszkam”. Przemierzała dzielnicę wzdłuż i wszerz, aż za którymś razem trafiła do celu – szczęśliwy finał dla obu stron, bo właścicielami okazali się starsi państwo, którzy szukali mniejszego lokum. Wnętrze domu zrobiło na Monice trochę przygnębiające wrażenie – ciemne boazerie i meble, zamknięte pomieszczenia. Ale dla niej nie był to problem. Od razu ujrzała oczami wyobraźni, jak jej mieszkanie może wyglądać. „Przede wszystkim trzeba je doświetlić, rozjaśnić, pokazać całą tę jego nietypową przestrzeń. Powinno się czuć, że dom jest fascynujący nie tylko od zewnątrz, ale też od środka” – wspomina swoją koncepcję. I jakby był z kart, jednym ruchem usunęła część ścian w projekcie.

Magia szarości. Nie wszystko jednak szło tak gładko. Ciemna farba na boazerii w żaden sposób nie dawała się usunąć, a Monice zależało na pozostawieniu widocznych słojów i naturalnej tonacji drewna. Malowanie desek białą bejcą też nic nie dawało. Nawet spod kryjącej bieli farba uporczywie wyzierała. Gospodyni zaczęła więc robić próby z przyciemnianiem bieli aż do momentu, gdy odcień „zagłuszy” farbę pod spodem. Uzyskała ciepłą szarość. Było to kompromisowe rozwiązanie, które jednak z czasem bardzo jej się spodobało. „To doskonałe tło dla mebli i przedmiotów. Ładnie wyglądają na niej czarno-białe grafiki i zdjęcia. Współgra z innymi kolorami. Biały przy szarości staje się bardziej świeży, wrzosowy – delikatniejszy. Podobno świat bez szarych wróbli byłby strasznie smutny. Coś w tym jest” – śmieje się Monika.

Nieoczekiwany zwrot. Odziedziczyła po dziadku stary adapter oraz kolekcję płyt z muzyką poważną i jazzem, gromadzonych od lat 40., a także ze szlagierami Mieczysława Fogga i Jerzego Połomskiego. I nagle ona – entuzjastka minimalizmu, surowo urządzonych wnętrz – odkryła nostalgiczny urok stylu vintage! Meble i drobiazgi z poprzedniego wieku stały się jej prawdziwą pasją. Poszukuje ich teraz na targach staroci w kraju i za granicą: w czeskiej Ostrawie, berlińskim Kreuzbergu. Także na stronie Allegro. „Można na niej wyłowić prawdziwe perełki. Jest ich całkiem sporo, bo w Polsce jeszcze się nie docenia mebli z lat 50., 60. czy 70., więc często są sprzedawane za niewielkie pieniądze” – podpowiada Monika. Sprzęty zestawia na zasadzie harmonii, czyli w podobnym stylu (to uważa za najprostsze), albo kontrastowo. Wtedy się okazuje, że te pochodzące z różnych okresów potrafią nawiązać dialog. „Szkoda, że tak wiele osób nie ma odwagi na niekonwencjonalne połączenia, bo efekt jest fantastyczny” – zachęca do eksperymentów projektantka. Lubi ustawiać stare meble w nowoczesnych wnętrzach, np. z wyraźną fakturą betonowej ściany lub lśniącą gresową posadzką, bo przeciwieństwa wzajemnie się podkreślają.

Rzeczy odzyskane. Popołudniową kawę gospodarze chętnie wypijają, siedząc przy stoliku z podstawą w kształcie dłoni. Mebel pochodzi z dawnego NRD, z lat 70., ale przeszedł gruntowny lifting. Aby w pełni wyeksponować jego rzeźbiarską formę, partner Moniki, Łukasz, pomalował go na biało i dorobił mu szklany blat. Jednym z ich ulubionych sprzętów jest też niski owalny barek na cienkich nóżkach, z lat 60. Zabawny, bo gdy rozsuwa się drzwi, ze środka „wyjeżdżają” karafki na szklanym kole. Goście zawsze mają z tego powodu frajdę. Pasja Moniki do wyszukiwania sprzętów vintage poszerzyła się o starsze meble – jeden z kompletów wypoczynkowych w jej domu jest dziewiętnastowieczny. Zamawia je też u sprawdzonych rzemieślników (tylko tych z duszą artysty). Tak było m.in. z czteroszufladową komódką na długich, cienkich nogach, która Monice trochę przypomina żyrafę z obrazów Salvadora Dalego. Wybrała dla niej miejsce w aneksie z telewizorem. „Meble, które powstawały wiele lat temu miały swój charakter. Produkowane w małych seriach, różniły się detalami: wykończeniem, wybarwieniem drewna. Nie ma dwóch identycznych egzemplarzy, jak pośród współczesnych z płyty meblowej. O te unikaty warto zadbać, poddając je profesjonalnej renowacji” – radzi projektantka. Antyki powierza zaufanym fachowcom, tapicerom i stolarzom świadomym ich historii. Nie można ich np. lakierować, ale trzeba pokryć politurą. Kiedyś przecież lakierów nie znano”.

Siła przyciągania. Gospodarze dużą wagę przywiązują nie tylko do oryginalnych mebli, lecz także do detali. Bo razem tworzą one klimat domu, wpływają na nastroje mieszkańców. Nad kominkiem z portalem ozdobionym sztukaterią (spadek po poprzednich właścicielach) stworzyli rodzinną galerię przodków. „To dobre duchy, które czuwają nad ogniskiem domowym” – mówi Monika. Na ścianach i na meblach eksponuje obrazy. „Mamy wielu znajomych artystów, często ich prace kupuję okazyjnie, ale staram się także wspierać młodych zdolnych studentów” – dodaje. Ma sporą galerię, m.in. obrazy znanej już Joanny Polak, surrealistyczne fotografie Magdy Poprawskiej i marynistyczne Jerzego Wierzbickiego. Gospodyni robi też w różnych pomieszczeniach małe kompozycje, choćby z biżuterii, którą zawiesza na ścianie, albo z naczyń – głównie białej porcelany o prostej formie. Oddzielną historią są książki. Domownicy, chcąc uniknąć wrażenia bibliotecznych korytarzy, poukładali większość z nich piętrowo na podłodze i schodach – wszędzie tam, gdzie można po nie szybko sięgnąć. Książki przemieszczają się po wnętrzach wraz ze swoimi aktualnymi czytelnikami. „Od czasu do czasu trzeba je uporządkować, ale ten sposób trzymania księgozbioru nam się podoba” – zapewniają gospodarze. Tylko niewielka jego część mieści się grzecznie na półkach i regale na półpiętrze. To właśnie takie szczegóły decydują o klimacie domu. Najlepszym jego miernikiem jest troje dorosłych dzieci. Parę lat temu wyprowadzili się do innych miast na studia, ale gdy tylko mają wolny weekend, natychmiast przyjeżdżają. Nie wyobrażają sobie inaczej.

ATUTY TEGO WNĘTRZA
■ Świetlistość i przestronność dzięki jasnej i konsekwentnej kolorystyce w całym domu
■ Zachowanie dawnej struktury, jak np. wykusze, i dopasowanie do niej aranżacji
■ Swoboda w łączeniu odległych sobie stylów.
ULUBIONE ADRESY
■ Cytadela, gdzie kroczą rzeźbiarskie „abakany”
■ Cafe Czekolada przy ul. Żydowskiej. Można tam zjeść pyszne maliny w białej czekoladzie
■ Republika Róż przy placu Kolegiackim z doskonałą kawą – te trzy adresy w Poznaniu
■ Jeśli chcecie odnowić mebel, polecam warszaty renowacji panów Bogumiła Pawlaka i Sylwestra Łapińskiego w Warszawie

tekst Beata Zimnicka zdjęcia Michał Przeździk stylizacja Ola Buczkowska

zobacz produkty
Wczytywanie...
Wczytywanie...
Wczytywanie...