Znajdź sklep w Twojej okolicy
    Ustal moją lokalizację
    LUB
    Wybierz
  • Twoje konto
  • Zarejestruj się
  • Zaloguj się

Nastroje i nas dwoje

Nastroje i nas dwoje

Własnoręcznie szpachlowane ściany, podłoga z nieheblowanych desek odzyskanych z rozbiórki starej stodoły, białe zasłony i narzuty uszyte na maszynie, kilka mebli po dziadkach i pamiątki z wypraw do Azji.

Kinga wychowała się w przedwojennej willi w Józefowie pod Warszawą. Osiem lat temu w pobliskim Świdrze znalazła dom z podobną atmosferą: na uboczu, otulony ogrodem, oparty o las. Był w stanie surowym zamkniętym,
jeszcze bez podłóg i już bez kaloryferów, które ktoś zaradny zdążył wymontować. Był też funkcjonalnie zaprojektowany, więc jego nowi właściciele nie mieli problemu z wyznaczeniem stref – na dole powstała otwarta przestrzeń imprezowo-towarzyska, na górze część bardziej intymna, z sypialnią, łazienką i miejscem na pracownię.
Także układ wnętrz nie wymagał korekt. Pierwsza poważna decyzja dotyczyła wyboru posadzki. W końcu salon, jadalnię i pokój dzienny pokryły kwadraty terakoty. Taka podłoga dzielnie znosi codzienne wizyty znajomych i zabawy mieszkających tu psów. W strefie prywatnej ułożono deski z rozbiórki mazurskiej stodoły. „Bardzo
lubię ich surową urodę – mówi Kinga. – Niecyklinowane, nieoheblowane zachowały fakturę i kolor starego drewna. Pomalowane kilkoma warstwami kaponu przestały straszyć drzazgami”. Bazą wnętrza są kolory. Rozbielone beże i szarości na piętrze oraz posadzka o barwie gliny na parterze. Piaskowy odcień ścian
nie został wybrany z wzornika. „Tę farbę zrobiliśmy z Piotrem sami. Jest w niej wapno i kilka barwników, nawet czerwona ziemia przywieziona z Włoch. Godzinami mieszaliśmy, malowaliśmy,
przecieraliśmy” – wspomina Kinga. W salonie zwiewne białe zasłony miękko spływają na podłogę. W tym domu nie trzeba szczelnie zasłaniać okien – od świata oddziela go ściana zieleni. Jasne poduszki i narzuty, ułożone na siedziskach, zapraszają do odpoczynku. Kuchenny stół, kupiony na warszawskim targu staroci na Kole, ma zniszczony blat. Jednak po przycięciu nóg awansował na mebel salonowy. Kolorystycznym odstępstwem od reszty domu jest pracownia Kingi. Głównie za sprawą ścian w biało-niebieskie pasy, które powstały, jak wiele rzeczy w tym domu, z potrzeby chwili. Ale okazały się strzałem w dziesiątkę i teraz są lubianym przez domowników elementem wystroju. Rajzbret, czyli rysownica po dziadku architekcie, stare krzesło, prosty regał – to całe wyposażenie pracowni. „W wiklinowych koszykach gromadzę szpargały, które mogą mi się przydać podczas fotograficznych sesji. Co jakiś czas podejmuję próby ich wyrzucenia. Bez powodzenia” – przyznaje właścicielka, która na co dzień przygotowuje do zdjęć wnętrza, jedzenie i modę.

tekst Elżbieta Strzałkowska stylizacja Kinga Kłosińska zdjęcia Marcin Kiełbiewski

zobacz produkty
Wczytywanie...
Wczytywanie...
Wczytywanie...