Znajdź sklep w Twojej okolicy
    Ustal moją lokalizację
    LUB
    Wybierz
  • Twoje konto
  • Zarejestruj się
  • Zaloguj się

Młodzi na starówce

Młodzi na starówce

Nie bój się marzeń, klasyka jest bezpieczna, ryzykuj z głową. Te zasady warto stosować w życiu. Sprawdzają się zawsze i wszędzie. Nawet przy remoncie. Magda i Artur przekonali się o tym, urządzając mieszkanie na warszawskim Starym Mieście.

Nie bój się marzeń
Magda i Artur bardzo chcieli tu mieszkać. Powodów było kilka: atmosfera, historia, uroda Starego Miasta. Zielona skarpa nad Wisłą, bliskość Mariensztatu i Ogrodu Saskiego. To nic, że Starówka oznacza także turystyczne życie tętniące pod oknami. Nawet w środku sezonu można znaleźć ciszę w kamiennych zaułkach, zaszyć się w ciasnych podwórkach i bocznych uliczkach. „Mieszkania w staromiejskich kamienicach do połowy lat 90. były własnością komunalną. Nie mogły trafi ć na wolny rynek – mówi Artur. – Przez dziesięć lat wynajmowałem to mieszkanie. Najpierw jako kawaler, potem z rodziną. Przez ten czas powoli zacząłem uświadamiać sobie, że to jest właśnie moje miejsce na ziemi, mój dom”.

Spiesz się powoli
Na początku 2007 roku, po zmianie przepisów, Magda i Artur kupili wreszcie swoje upragnione 85 metrów kwadratowych. I zabrali się do zmian. Dotąd mieszkali we wnętrzu urządzonym w latach 50. – oswoili jakoś linoleum na podłodze i żeliwny zlew w ciasnej kuchni. Po co? Żeby uniknąć półśrodków i rozwiązań tymczasowych. Ale po kupnie mieszkania przyszedł czas na generalny remont. Został szczegółowo zaplanowany, więc zajął zaledwie trzy miesiące. Wyprowadzili się na ten okres z domu. Kiedy ponownie stanęli w progu swojego mieszkania, zobaczyli wnętrze bliskie i swojskie, a zarazem kompletnie inne. Po całkowitej metamorfozie.

Możesz więcej niż myślisz
Magda i Artur sami czuwali nad remontem, planowali wystrój, wybierali materiały. Postanowili zawalczyć o każdy centymetr. Wycisnąć z metrażu co się da. Wyburzenie jednej ściany działowej dało oddech i nową perspektywę. To najważniejsza zmiana: kuchnia, jadalnia i salon tworzą teraz otwartą przestrzeń dzienną, a w miejscu dawnej kuchni jest łazienka. Niewielka, 2,5x2,5 metra. Dobry rozkład rekompensuje małą powierzchnię, a kąpiąc się, można patrzeć w niebo. Samych wariantów ustawienia wanny było kilka. Cierpliwie rysował je w komputerze Marcin, bratanek Artura, student architektury. Rozplanował też szafki kuchenne, pawlacze, zabudowę pod skosami, ścienne szafy. Do tynków zdarto wieloletnie warstwy farby. Wymieniono stolarkę – drzwi, okna, a także parapety. Z dawnego wnętrza została klepka. Porządna, dębowa. Do prac wykończeniowych wykorzystano elementy dawnej balustrady schodów i futryny okien. „Cieszę się, że nie zmarnowałem tego drewna – mówi Artur. – To starodrzew, z którego po wojnie odbudowywano Starówkę. Kto wtedy myślał o ekologii? Nikt. Pod piłę szły nawet 200-letnie sosny”.

Klasyka jest bezpieczna
Gładkie powierzchnie kuchennej zabudowy mają tę samą barwę, co stół i krzesła z palisandru. „Najpierw kupiliśmy proste meble w sklepie kolonialnym – wspomina. – Jedno z krzeseł wrzuciłem do samochodu i pojechałem na Wolę, zamówić kuchnię w fi rmie Nowoczesne Wnętrze. Przez kilka godzin porównywałem arkusze forniru, żeby dobrać rysunek słojów i kolor. Bo palisander ma mnóstwo odcieni – od jasnego przez czerwienie i brązy
po głęboką czerń”. Łazienka, klasyczna i przytulna, pasuje do reszty mieszkania. Prostokąty trawertynu na ścianach, obudowie wanny i umywalki. Olejowana podłoga z teku przemysłowego. Kryształowy żyrandol, parapet z marmuru. „Lubimy takie wnętrza. Nie starzeją się, a z wiekiem nabierają smaku i patyny – mówią właściciele. – Poza tym otoczenie zobowiązuje. Do Starego Miasta nie pasują wnętrza ultranowoczesne”.

Podejmuj ryzyko
Jednak klasyczne nie znaczy nudne. Element ekstrawagancji wprowadzają tapety. Odważne, energetyczne w pokoju dziennym. W sypialni bardziej stonowane, w duże roślinne motywy. I pasiaste w pokoju syna, Bruna. „Najtrudniej było zdecydować się na tę czerwoną. Kiedy kupiliśmy mieszkanie, wisiała tutaj stara, jedwabna chińska tkanina, czerwona ze srebrnymi wzorami – mówi Artur. – Znalazłem włoską tapetę z podobnym motywem i kolorami. Pomyślałem, że pasuje jak ulał. Podobała mi się, chociaż rozsądek wołał, że niewielka przestrzeń może
nie znieść takiej dawki energii”. Przeważyła ciekawość i chęć eksperymentowania. Pomogła cierpliwość sprzedawców, którzy ze spokojem znosili wypożyczanie próbników. Zasada, że tapeta zajmuje tylko jedną płaszczyznę, pozwoliła zachować proporcje między plamą koloru a neutralną resztą. Warto było zaryzykować. Tapety to bez wątpienia najbardziej charakterystyczny element tego wnętrza. Śmiały, kontrowersyjny. I ulubiony przez domowników.

tekst Elżbieta Strzałkowska, stylizacja Karolina Adamowicz, zdjęcia G-M Studio

zobacz produkty
Wczytywanie...
Wczytywanie...
Wczytywanie...