Znajdź sklep w Twojej okolicy
    Ustal moją lokalizację
    LUB
    Wybierz
  • Twoje konto
  • Zarejestruj się
  • Zaloguj się

Miejsca jest dość

Miejsca jest dość

Ten dom ciągle się rozrasta. Jest jak żywy organizm. Przybywa mu pokoi i przybudówek. Wprost proporcjonalnie do tego, jak w rodzinie przybywa domowników. Po to, by wszystkim było wygodnie.

To nie jest ich pierwszy adres. Ale pierwszy dom. Kiedy okazało się, że rodzina ma się powiększyć o kolejną dwójkę dzieci, Beata i jej mąż bez wahania zdecydowali, że czas zamienić centrum Warszawy na miejsce z ogrodem. Znaleźli je – w podwarszawskim Klarysewie. I trafili na dom dość niezwykły. Od momentu, gdy powstał, jego metraż stale się powiększa. Rozrasta się proporcjonalnie do tego, jak w domu przybywa domowników. „Ta koncepcja bardzo nam odpowiada – mówi właścicielka. – Bo nasz dom jest trochę jak polski dwór”. Chociaż samą konstrukcją budynek w niczym nie przypomina modrzewiowego dworku. Willa, w której Beata mieszka z mężem i czwórką dzieci od dwóch lat, bardziej kojarzy się z kompozycją modułową niż z Soplicowem. Ale właścicielka ma na myśli klimat domostwa: poczucie, że wszystkim jest tu wygodnie i bezpiecznie. Że ten dom to siedlisko.

Wszystko zaczęło się 20 lat temu. Ówczesny właściciel działki, architekt, postawił tu nieduży dom. Kiedy jednak założył rodzinę i na świat przyszły jego dzieci, w willi zrobiło się trochę ciasno. Budowano więc kolejne pomieszczenia: tak powstał na przykład pokój, który obecnym gospodarzom służy jako jadalnia (jeszcze parę lat wcześniej w tym miejscu rosło drzewo). Potem do jadalni „przyrosła” z boku bawialnia dzieci, a z góry antresola, teraz 10-letnia Emilka i 14-letni Bartek mają tu pokój do nauki. Antresola nie jest zamknięta ścianą, więc mama może kontrolować z dołu sytuację na górze.

Zanim tu zamieszkali, wprowadzili do domu sporo zmian. Po pierwsze posadzki: teraz są nowoczesne. W wielu pomieszczeniach na podłodze jest beton, który został przykryty warstwą żywicy. W ten sposób odebrano mu chłód i surowość. Żywiczna powłoka ma jeszcze jeden atut: łatwo ją utrzymać w czystości. Z wylewaniem posadzek w tym domu wiążą się zresztą same przygody. Beata i jej mąż śmieją się, że na podłodze w sypialni mają... bursztyn. „Kiedy fachowcy zrobili pierwszą wylewkę, okazało się, że podłoga nie chce schnąć – wyjaśnia właścicielka. – Zapadła więc decyzja o wylaniu drugiej warstwy. Ta wyschła błyskawicznie, właściwie w ciągu jednej nocy. Gdy rano weszliśmy do sypialni, zobaczyliśmy na środku podłogi zastygłego komara. Najpierw zmartwiliśmy się, bo wyglądało na to, że wszystko trzeba będzie zrywać. Za chwilę uznaliśmy jednak, że taki zatopiony w żywicy owad to przecież znak szczególny naszego domu. Mało kto ma przecież podłogę z komarem!”.

Inna historia wydarzyła się w kuchni. Kiedy pracownicy zerwali z podłogi terakotę, Beata i jej mąż zdecydowali, żeby nie wylewać betonu, po prostu docenili urok nierównej powierzchni. Postanowili tylko dodać przezroczystą warstwę żywicy. Zresztą upodobanie właścicieli do fakturalnych powierzchni widać w całym domu. Ściany na przykład zostały pokryte nie farbami, a klejem do glazury. To oryginalny pomysł, na który gospodarze domu wpadli dość nieoczekiwanie, jeszcze podczas remontu poprzedniego mieszkania. „Postanowiliśmy, że w łazience położymy płytki – mówi Beata. – Glazurnik najpierw nałożył więc na ściany specjalny, lekko błyszczący klej. Tak nam się to spodobało, że ostatecznie zrezygnowaliśmy z płytek w ogóle, zresztą bez bólu, bo nie bardzo lubimy kafelki. W ten sam sposób potraktowaliśmy też ściany w przedpokoju i sypialni. A potem... przenieśliśmy sprawdzony już patent do naszego nowego domu ”– dodaje.

Mimo że jest tu wiele szorstkich faktur, dom Beaty i jej męża to miejsce przyjazne. Ocieplają go meble o naturalnym rysunku słojów. Część z nich Beata kupiła na warszawskim targu staroci. Stąd pochodzi między innymi szafa, która ma pewnie z 200 lat, skrzynia na buty, czy drewniana kapliczka stojąca na podłodze w jadalni. Inne przedmioty właścicielka przygarnęła do domu, dając im drugie życie. „Nasz przyjaciel chciał wyrzucić stare komódki na metalowych nogach. Zrobiło mi się ich żal, więc namówiłam męża, by je odnowić – mówi właścicielka. – I dziś służą nam w salonie jako szafki pod telewizor”.

tekst Milena Rachid Chehab/Przekrój stylizacja Agnieszka Tepli zdjęcia Michał Mrowiec

zobacz produkty
Wczytywanie...
Wczytywanie...
Wczytywanie...