Znajdź sklep w Twojej okolicy
    Ustal moją lokalizację
    LUB
    Wybierz
  • Twoje konto
  • Zarejestruj się
  • Zaloguj się

Mała stabilizacja

Mała stabilizacja

Agnieszka i Kuba Pilczukowie lubią lata 60, więc chcieli, żeby ich nowe mieszkanie trzymało fason z tamtej dekady. Ale tylko do pewnego stopnia, bo u siebie trzeba się czuć swobodnie.

Młode małżeństwo zamieszkało niedawno w komfortowym bloku na warszawskim Dolnym Mokotowie. I od razu zaczęło się polowanie na meble z lat 60. Agnieszka i Kuba nie są jednak ortodoksyjni. Dlatego kiedy nie mogli znaleźć oryginalnej kanapy, dali sobie spokój z dalszymi poszukiwaniami. Po prostu kupili zupełnie nową, choć podobną, w zwykłym sklepie meblowym. Ważny był nie tylko jej kształt, ale także melanżowe obicie. „Dzieła projektantów są po to, żeby dawały impuls, podpowiadały” – mówi Agnieszka. W pokoju dziennym nowy jest także regał na książki i płyty. Zrobiła go, według projektu właścicielki, ekipa z Podhala, która odrestaurowywała pod Warszawą dworek znajomych. Wizyta górali to jedno z ulubionych wspomnień Pilczuków z okresu remontu. W mieszkaniu wcześniej działali robotnicy z mnóstwem specjalistycznych urządzeń. A ci przyszli ze zwykłym młotkiem i ręczną piłą. Z bardziej skomplikowanych narzędzi mieli tylko wkrętarkę. „Jak coś im nie wychodziło, na przykład było niedokładnie przycięte, nie bawili się w dopasowywanie elementów, tylko wpychali deski na siłę rękami wielkimi jak bochny” – śmieje się Agnieszka. Z robotą uwinęli się w dwie godziny. Teraz ich dzieło to chyba jeden z solidniejszych mebli w mieszkaniu. „Gdyby wziął się za to fachowiec z Warszawy, zajęłoby mu to dużo więcej czasu, nie zrobiłby tego lepiej, ale do kwoty na rachunku dopisałby pewnie jeszcze jedno zero” – dodaje Kuba.

Najbardziej charakterystycznym elementem w domu Agnieszki i Kuby jest długi bufet (sideboard) stojący przy ścianie naprzeciwko regału. Właściciele nazwali go „Polska – Niemcy 1:0”. Szukali takiego mebla, przeglądając aukcje na polskich i zagranicznych stronach internetowych. Wciąż jednak był dla nich za drogi. Tym razem postanowili jednak nie odpuszczać. W końcu trafi li na licytację na niemieckim eBayu. Był wieczór ósmego czerwca. „Aukcja kończyła się w tym samym czasie, co spotkanie piłkarskich Mistrzostw Europy Niemcy – Polska – wspomina Agnieszka. – Ludzie zamiast śledzić sprzedaż bufetu, emocjonowali się meczem. W ten sposób kupiliśmy go za półdarmo. Najbardziej wściekły był sprzedawca”. Na rynku wciąż jest mało sprzętów z ich ulubionej epoki. „Uwielbiam te wszystkie obłości i to, że twórcy robili meble dla zwykłych ludzi. Modernistyczne drewno i surowość miesza się w nich z kolorowym plastikiem” – mówi Kuba, komputerowiec po historii sztuki. Jednak mieszkanie nie jest do zachwycania się, tylko do normalnego codziennego życia. Oboje twierdzą, że w takich wnętrzach, które świetnie wyglądają na zdjęciach w katalogu, często nie da się wygodnie funkcjonować. W tej swojej „minifi lozofi i urządzania mieszkania” pozwalają sobie na wyjątek. Jest nim wieszak Hang it all w przedpokoju, składający się z kilkunastu różnokolorowych kul. Kuba lubi sobie czasem usiąść w kuchni i popatrzeć na niego z daleka. Ma wtedy poczucie, że obcuje z prawdziwym dziełem sztuki.

Ponieważ Pilczukom sprawia przyjemność rozwiązywanie aranżacyjnych zadań, wystrój pokoju dla dwuipółletniego Kajetana wymyślili od podstaw, łącznie z projektami mebli. I wszyscy są zadowoleni. Chłopiec ma swoje terytorium, na którym jest królem zawiadowców stacji, a rodzice wnętrze nawiązujące wyglądem do reszty mieszkania. „Gdybyśmy wymalowali na ścianach Myszkę Miki czy pociągi, którymi ostatnio fascynuje się Kajtek, znudziłoby mu się to po roku, a jeszcze wcześniej mocno by go przytłoczyło – tłumaczy Kuba. – Projektanci i psychologowie mają stuprocentową rację, gdy mówią, że dziecko najbardziej inspirują kolory. Dlatego u Kaja w pokoju jest ich tak dużo”. W oczy rzucają się przede wszystkim wielobarwne kwadraty frontów szufl ad i skrzyń w szafi e wnękowej. Ta szafa to kolejny pomysł Agnieszki. Resztę kolorowego zamieszania robi sam Kaj: wagonikami, kredkami, klockami. Co wieczór zabawki wędrują na swoje miejsce, a rano wszystko zaczyna się od początku. Chłopiec najbardziej lubi swój brązowy namiot. W poprzednim maleńkim mieszkaniu mógł go rozłożyć tylko w tzw. większym pokoju. Agnieszka i Kuba mieli już dość tego biwakowania. I tak ich podróż w lata 60. zaczęła się od namiotu.

tekst Milena Rachid Chehab/Przekrój stylizacja Agnieszka Tepli zdjęcia Łukasz Zandecki

zobacz produkty
Wczytywanie...
Wczytywanie...
Wczytywanie...