Znajdź sklep w Twojej okolicy
    Ustal moją lokalizację
    LUB
    Wybierz
  • Twoje konto
  • Zarejestruj się
  • Zaloguj się

Komfort w miniskali

46 metrów kwadratowych dla czterech osób i psa to niewiele. Jak bezkolizyjnie przeżyć na tak małym metrażu? Według właścicielki mieszkania, Joanny Tarnowskiej, sukces kryje się w dobrej organizacji. Miejsca i czasu.

Jak miało być, czyli życie płata figle
Warszawski Mokotów, blok z lat 50., piąte piętro. Joanna i Piotr znaleźli tu typowe mieszkanie „po babci”. Ciemne, w boazerii, z kiczowatą umywalką w kształcie muszli. Dwa pokoje z kuchnią, od pół wieku łatane i remontowane domowym sumptem. Czterdzieści sześć metrów. Za mało dla czteroosobowej rodziny, ale istniała możliwość adaptacji strychu i zyskania kolejnych czterdziestu. Kiedy wyburzyli już ściany, wymienili elektrykę i zerwali parkiety, spółdzielnia zmieniła decyzję, rozwiewając nadzieję na dwupoziomowe mieszkanie. Zostali w pół drogi, we wnętrzu prowizorycznie przystosowanym do ich potrzeb. Co było robić? Postanowili nie przywiązywać się do rzeczy, precyzyjnie rozplanować każdy centymetr oraz zadbać, by tymczasowe rozwiązania nie były dla nikogo udręką.

Jak jest, czyli co można wycisnąć z 46 metrów
Projekt mieszkania narysowała Małgorzata Łukasiewicz-Tyczyńska. Ona też doprowadziła je do formy. „Wyznaczyliśmy budżet i daliśmy Małgosi wolną rękę. A ona postawiła na praktyczny minimalizm, na prostotę z wyboru – wspomina początki współpracy Joanna. – Przekonała nas, że przedmioty nie mogą wyrzucać ludzi z mieszkania”. Zgodnie z tą zasadą miało być jak najmniej ścian, sprzętów i rzeczy. Dzięki wyburzeniu ścian działowych mieszkanie nabrało oddechu. Powstała otwarta przestrzeń: przedpokój, pokój dzienny będący zarazem sypialnią rodziców, jadalnia, kuchnia. Jedyne pomieszczenia, do których prowadzą drzwi, to pokój Stasia i Antka oraz niewielka łazienka. Przemysłowy parkiet z olejowanego teku łączy wnętrze w spójną całość. Świetnie sprawdza się także w łazience. Ma ciepły kolor, jest dość tani, a przede wszystkim nie do zdarcia. Przy dwóch nastolatkach i młodym jamniku nie sprawdziłaby się żadna inna podłoga. Białe ściany odbijają światło, optycznie powiększając mieszkanie. Ten kolor pojawia się też na wielofunkcyjnych meblach. Skrzynia zamiast stolika to patent na dodatkowy schowek, szafka na buty w formie tapicerowanego siedziska pasuje do salonu, a rozkładana kanapa nocą zmienia się w łóżko.

Kolor z detalem, czyli efektownie i tanio
Ciemną podłogę i białe ściany ociepla fiolet z jasną zielenią. Taki zestaw barw mają drzwi w przedpokoju, a żeby nie było nudno, jedne z nich są śliwkowe z zielonymi framugami, a drugie – na odwrót. Nawet ramki do zdjęć zostały dobrane pod kolor.
Zamiast kupować gotowe przedmioty, sprawdzonym sposobem na obniżanie kosztów może być robienie rzeczy na zamówienie lub własnym sumptem. Przykładem jest lustro w przedpokoju – tafla z hipermarketu budowlanego plus rama od stolarza pobejcowana na wybrany kolor. Joanna nie mogła wyjść z podziwu: lustro za dwieście złotych do złudzenia przypomina to, które widziała w modnej galerii za ponad tysiąc. Podobną oszczędność i efekt dały pasiaste rolety, które wiszą we wszystkich oknach. Należało znaleźć materiał dobrej jakości i dać do uszycia, a wyszło dużo taniej niż w sklepie.

W poszukiwaniu przestrzeni, czyli wędrówki na strych i do piwnicy
Kiedy jest mało miejsca, musi być mało rzeczy. „Żeby ugotować obiad dla czterech osób, potrzebuję trzech garnków. Potem chowam je do zmywarki” – mówi gospodyni. I przyznaje, że brakuje jej książek i kobiecych drobiazgów. Ale coś za coś. „Wiedziemy trochę traperskie życie – dodaje. – Nauczyłam się więc efektywnie wykorzystywać to, co daje blok, czyli piwnicę i strych. Bo kąpiel w wannie ma służyć relaksowi, a nie oglądaniu skarpet wiszących nad głową”. Pakowanie, przenoszenie, wynoszenie to dodatkowe czynności, ale warto na nie poświęcić czas. W piwnicy jest porządek jak w koszarach. Serwis rodowy na specjalne okazje, dodatkowe sztućce, ozdoby choinkowe, ubrania letnie zimą i zimowe w lecie, sprzęt turystyczny – wszystko dobrze zabezpieczone w torbach i pudłach. Z kolei na strychu zawsze coś się suszy. „Suszarnia to moja nieoficjalna, dodatkowa szafa – śmieje się Joanna. – Kiedyś, zupełnie nieoczekiwanie zastałam nową kłódkę na drzwiach prowadzących na strych i nie mogłam się ubrać do pracy. Nie miałam innego wyjścia, jak kupić sobie bluzkę”.

tekst Elżbieta Strzałkowska stylizacja Małgorzata Łukasiewicz-Tyczyńska zdjęcia Joanna Siedlar
 

zobacz produkty
Wczytywanie...
Wczytywanie...
Wczytywanie...